Jak powstało cudowne źródełko w Krynicy-Zdroju

Wody mineralne z małopolskiej Krynicy cieszą się sporym uznaniem ze względu na szerokie właściwości lecznicze. Do uzdrowiska przyjeżdża mnóstwo osób, aby poddać rozmaite dolegliwości kuracji różnego rodzaju zdrojami. Naukowe badania i dowody to jedno, w przypadku uzdrawiających wód nie sposób obejść się bez mniej i bardziej wybujałych legend, tłumaczących pochodzenie cudownych źródeł. Tak samo mają się sprawy z krynicą w Parku Zdrojowym w Krynicy-Zdroju, przy której znajduje się dziś Leśne Sanktuarium Matki Bożej Królowej Zdrojów Krynickich - Uzdrowienia Chorych.

Zanim w XVI wieku założono osadę, która z biegiem czasu przekształciła się w miasto Krynica-Zdrój, rzeczona dolinka w Beskidzie Sądeckim była cichym, spokojnym miejscem, gdzie w gęstym borze żyło mnóstwo dzikich zwierząt. I wszystkie jak jeden mąż zaspokajały pragnienie przy jednym strumieniu, którego źródło biło w zboczu góry. Do niezwykłego lasu czasem zapuszczali się myśliwi, jednak żaden z nich nie był w stanie zrozumieć tego niecodziennego zjawiska.

Ludzie odkryli cudowne źródełko dopiero dzięki pewnej pięknej pasterce. Pilnowane przez dziewczynę owce i krowy pasły się spokojnie, aż któregoś dnia jedna po drugiej zaczęły oddalać się z łąk w gęsty bór. Wiedzione instynktem i zewem dzikiej natury, codziennie szły zaspokoić pragnienie wyjątkową wodą, a następnie - jak gdyby nigdy nic - wracały na pastwiska. Kiedy tylko pasterka dostrzegła regularne “ucieczki”, udała się za zwierzętami w las. Kiedy zobaczyła, co się tam dzieje, opowiedziała bliskim o niezwykłym zdroju i również inni pasterze zaczęli przyprowadzać tu swoje stada.

Wreszcie o całej sytuacji dowiedział się rycerz z Muszyny, pan na pobliskim zamku, do którego należały te ziemie. I kiedy przyjechał osobiście sprawdzić, jak się ma jego trzódka, zakochał się po uszy w pasterce, która odnalazła cudowne źródełko. Dziewczyna odwzajemniła jego uczucie, jednak zakochanym nie było dane scementować związku. Rycerza wezwał król na wojnę z Tatarami, a osamotniona dziewczyna zamieszkała w leśnej chatynce i wiodła życie pustelniczki, wyczekując powrotu ukochanego mężczyzny i ślubując swoje życie Najświętszej Panience.

Mijały lata. W końcu któregoś wieczoru pogrążona w modlitwie pasterka usłyszała krzyk wołający o pomoc. To jej muszyński rycerz, wracający z wyprawy wojennej do lubej, zraniony przez dzikiego zwierza powoli dokonywał żywota. Dziewczyna odnalazła go i zaczęła błagać Matkę Bożą o ratunek dla śmiertelnie rannego. Wtem pasterce ukazała się Maryja, wskazując na znane już wszystkim źródełko: “Umyj rany rycerza tą wodą, a będzie żyć!” Dziewczyna pospiesznie spełniła polecenie, a jej ukochany wrócił do zdrowia i pełni sił. Od tej pory krynicki zdrój zyskiwał coraz większą sławę.

Jako że diabłu nie mogła spodobać się sytuacja, kiedy ludzie coraz mocniej czcili Przenajświętszą Panienkę, postanowił zniszczyć źródło cudownej wody. Poleciał zatem w dalekie góry, zabrał ogromny głaz i pospieszył w stronę Krynicy, aby zawalić maryjny zdrój. Już, już prawie był u celu, kiedy ponaglony przez Matkę Bożą kogut zapiał i odstraszył diabła, który upuścił kamień. Diabelską skała znajduje się tuż przy drodze na szczyt Jaworzyny Krynickiej.

Taką oto opowieść serwuje wiernym krynicka parafia Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Warto jeszcze wspomnieć, że w 1864 przy źródełku postawiono piękną figurę Matki Bożej Królowej Zdrojów Krynickich - Uzdrowienia Chorych,ufundowaną z inicjatywy Artura Grottgera - znanego wówczas rysownika. Ponoć w 1884 przybyło tutaj tylu pielgrzymów, że pod pomnikiem obsunęła się skała i konieczne było wybudowanie wzmacniającego muru. Z kolei w 1943 nad Krynicą miał przejść gwałtowny huragan, który powalił wiele potężnych drzew na Górze Parkowej. A pomnik ku czci Maryi przetrwał nawet nie draśnięty…

Komentarze (2)

Anonim 22.08.2017 15:01

Źródełko jak źródełko, osobiście żadnych cudów w związku z napiciem się wody z niego nie doświadczyłem... Nie dla mnie maryjne łaski :-(. A co do historyjki to nigdy nie zrozumiem, jakież to korzyści odnosi Kościół z rozpowszechniania takich bajeczek. Bo jak pojechałem do Krynicy na szkolną wycieczkę, to spotkany w Parku Zdrojowym ksiądz - z całą powagą - opowiadał podobną historyjkę przy Leśnym Sanktuarium...

Anonim 23.10.2017 12:26

Takie historyjki miały pewnie w dawniejszych czasach przyciągać ludzi do odwiedzania regionu, dziś co najwyżej dobre są do straszenia dzieci ;) Dziś ludzie przyjeżdżają do Krynicy dzięki bardziej naukowym dowodom.

Dodaj komentarz

Nasi partnerzy